Recenzje restauracji i lokali

Co się je w szpitalu?

fotblog8

Cześć kochani. Dzisiejszy wpis wyjątkowo nie jest dla mnie zbyt przyjemny. Wiąże się z moim krótkim pobytem w szpitalu pod koniec zeszłego roku. Szczęśliwie było to tylko kilka dni, ale i tak zostawiło po sobie ślad w moim sercu – sporo wtedy przeżyłam i wspomnienia nie należą do najprzyjemniejszych.Oprócz strachu o swoje zdrowie, spotkałam się ze straszną znieczulicą ze strony pielęgniarek, koszmarnym cierpieniem pacjentów i potworną samotnością starych ludzi …

fotblog6

W tym wpisie jednak chciałabym pokazać Wam sławetne . Udało mi się zrobić kilka zdjęć potraw, które były serwowane. Od razu powiem, że nie obowiązywała mnie żadna dieta, dostawałam pełne posiłki do których podawana była też herbata. Kawę można było robić samemu korzystając ze wspólnego czajnika na korytarzu …

fotblog1

Tak wyglądał obiad pierwszego dnia, po 5 godzinach oczekiwania na krzesełku na korytarzu, aż zwolni się łóżko. Ponieważ po południu, gdy wreszcie weszłam do sali, mojej lekarki już nie było (sic), nie wiadomo było, kiedy będę miała robione badania. W związku z tym obiad podano mi z uwagą, abym go na razie nie jadła. Stał tak na parapecie do wieczora, kiedy dostałam kolację i pielęgniarka była mocno zdziwiona, gdy powiedziałam jej, że to mój pierwszy posiłek tego dnia.

fotblog5

A to kolacja. Musicie przyznać, że wypasiona! Byłam jednak tak zestresowana, że ledwo ją skubnęłam. Myśli zajmował mi następny dzień i obchód, który miał być rano i na którym miała być już moja pani doktor. Okazało się jednak, że nerwy mogę odłożyć na dwa dni. Ponieważ przyjęcia do szpitala odbywały się w piątek, w weekend w szpitalu obecny był tylko dyżurny lekarz, obchodów nie było i totalnie nic sie nie działo. Pacjenci włóczyli się po korytarzach, albo wychodzili na krótkie spacery wokół budynku szpitala.

fotblog4

Kolejne śniadanko. Pani, która jeździła i rozwoziła posiłki oburzyła się na mnie, że nie wstałam, gdy weszła do sali. Za karę miałam sama przychodzić po posiłki … Pamiętam, że byłam zbyt zmęczona i zestresowana, aby z nią dyskutować.

W nocy pani z którą byłam w pokoju, miała zapaść, biegałam po pomoc, pomagałam przenosić ją na łóżko. Patrzyłam jak pielęgniarki podłączają ją do jakichś szumiących i pikających maszyn. Przez całą sobotę i niedzielę nie widziałam ani razu lekarza.

fotblog3

Obiadek. Wygląda tak, jak i smakuje.

Najgorsze ze wszystkiego były noce. Pamiętam jak z innych sal, gdzie leżeli starsi ludzie, słyszałam krzyki i wołania o pomoc. Jakaś pani pół nocy wołała córkę. Jeszcze dzisiaj słyszę jej głos, przeciągły, przechodzący w jęk „Ola, gdzie jesteś?” – i tak w kółko, kilka godzin, potem coraz ciszej …

Z tym głosami napęczniałymi bólem mieszał się śmiech pielęgniarek z ich dyżurki. Śmiały się tak głośno, że rechot odbijał się echem od ścian korytarza. Leżąc w łóżku miałam wrażenie, że znalazłam się w jakimś absurdalnym świecie prosto z sennego koszmaru. W dzień gdy łaziłam bez celu po korytarzu, pacjenci z innych sal wołali mnie i prosili, abym np, pomogła przekręcić się na bok, albo podała kubek z wodą, po który nie mają siły sięgnąć …. Pomagałam jak mogłam, a potem łzy kręciły mi się w oczach …

fotblog9

A tu macie moją małą ucieczkę 🙂 Przyjechał mąż, zapakował mnie po cichu do samochodu i zawiózł na ulubioną kawę do McDonalda. Wróciliśmy po 10 minutach, ale czułam się, jakbym na chwilę wyrwała się z piekła na kolorowy świat.

fotblog2

Kolacyjka 🙂 Słyszałam jak za ścianą pani przyniosła posiłek leżącej staruszce i powiedziała do niej „Usiądź prosto, bo będzie wpier***”…

Mój pobyt w szpitalu na szczęście był krótki (wyszłam we wtorek), ale pozostał mi w pamięci, jako jedne z najstraszniejszych dni w moim życiu. Zderzyłam się z cierpieniem i bólem, oraz ze znieczulicą i okrucieństwem osób, które powinny być pomocą i nieść współczucie i troskę. Lekarze, gdy byli, biegali próbując wszystko ogarnąć, byli bardzo kulturalni i grzeczni. Tylko po południu znikali i koszmar powracał.

Może to specyfika szpitala publicznego w małym mieście … może pielęgniarki też muszą wypracować sobie jakieś  reakcje obronne na całe te cierpienie. Rozumiem, że gdyby przejmowały się każdym pacjentem, bardzo szybko by się wypaliły. Mają z pewnością ciężką pracę …

Próbuję znaleźć wytłumaczenie tamtych szpitalnych realiów … ale chyba teraz nie dziwicie mi się, że nie lubię wracać wspomnieniami do tamtych dni. Szpitalne jedzenie chyba było klasycznie szpitalne 🙂 Takie porcje, co by nie umrzeć z głodu, zjadliwe, bez zbędnych luksusów. Na szczęście rodzina donosiła mi zapasy z domu – więc ostatecznie nie miałam źle 🙂

 

Tak mnie znaleźli:

  • co ugotowac do szpitala